System inwestycyjny – oczekiwania vs rzeczywistość

Ostatnio napisałem kilka wpisów na temat systemów inwestycyjnych. Tematem systemów, czyli zbioru reguł które ułatwiają podejmują za nas decyzję inwestycyjną, zainteresowałem się na początku roku i wtedy to postanowiłem stworzyć własny. Testowałem przeróżne strategie – począwszy od najprostszych przecięć średnich i wybicia z kanału, poprzez oparte na oscylatorach, po własne wskaźniki (liczba sesji wzrostowych, zmienność stóp zwrotu itp). 

Po wielu próbach udało mi się stworzyć mechaniczny system, który w backtestach pozwala osiągnąć około 20% średniorocznie przy max DD 8% (na danych od 2000 roku otrzymałem około 600 transakcji, czyli średnio 36 rocznie). Trafność systemu (odsetek transakcji zyskownych) wyniosła w tym okresie około 72%, a payoff ratio (średni zysk do średniej straty) 1,5. System daje sygnały zajęcia pozycji krótkiej lub długiej na najpłynniejszych 18 kontraktach na akcje notowanych na GPW. Dzięki dywersyfikacji między kilka kontraktów i grze na spadki krzywa kapitału wygląda dość stabilnie.

Krzywa kapitału od 2000 do 2016. Zaczynaliśmy od 10 tyś.

Po pomyślnych backtestach przyszedł czas na wypróbowanie systemu. Zniecierpliwiony postanowiłem pominąć rollout na koncie demo i od początku maja 2016 zacząłem stosować się do reguł systemu (nie rezygnowałem jednocześnie ze swojej strategii akcyjnej, która daje mi dość stabilny zysk). Początki były trudne – w pierwszym miesiącu system wygenerował 3 sygnały, które dały mi… 580 zł straty. W czerwcu zaczął odrabiać i po dwóch miesiącach byłem nawet na delikatnym plusie, chociaż to nadal nie było to, na co liczyłem. Potem było już coraz gorzej – sygnały generowane przez system z miesiąca na miesiąc przynosiły kilkaset zł straty.

W tej chwili jestem po 6 miesiącach używania systemu i uważam, że to dobry czas na podsumowanie. Na podstawie systemu dokonałem 28 transakcji (wygenerował więcej, ale kilka musiałem pominąć z powodu braku wolnego kapitału na rachunku). Straciłem ponad 50% depozytu, co stanowi około 14% kapitału (średniej wartości kontraktów trzymanych na rachunku przez okres inwestycji). Podobny odsetek straty (14%) stanowią prowizje dla biura maklerskiego. Trafność wyniosła 50%, stosunek zysku do straty – zaledwie  0,4 czyli fatalnie. Marża na obrocie (ciekawe kto jeszcze oprócz mnie ją liczy 😉 ), czyli stosunek sumy zysków (strat) do wartości transakcji w analizowanym okresie wyniosła -2,5%. Wydawałoby się że niedużo, ale ta zabawa kosztowała mnie prawie tyle, ile udało mi się odłożyć w tym roku. Podsumowując, odczuwam spore rozczarowanie tymi wynikami.

Dlaczego system, który dawał ładne wyniki na „papierze”, zawiódł w rzeczywistości? Przyczyn takiego stanu rzeczy może być kilka. Najłatwiej jest oczywiście zrzucić winę ka kogoś innego, np. polski rząd, więc od tego zacznę 😉 Na warszawskiej giełdzie notowane są kontrakty głównie na blue chipy. Wiele z nich to duże spółki, gdzie głównym udziałowcem jest Skarb Państwa, a ten w ostatnim okresie podejmuje dziwne decyzje niekoniecznie mające na celu dobro spółki, skutkujące gwałtownymi zmianami cen akcji (przykład – pomysł finansowania nierentownych kopalń przez spółki energetyczne – tak się składa, że miałem wtedy kontrakty na Energę i PGE).

Druga sprawa, to moje błędy. Po pierwsze, niekoniecznie zawsze trzymałem się sztywno wskazań systemu traktując sygnały raczej jako „wskazówki” niż dokładne wytyczne (np. otrzymawszy sygnał zamknięcia pozycji długiej, stwierdziłem że poczekam chwilę, może jeszcze spadnie). Na 28 transakcji takich sytuacji było 9, czyli jedna trzecia – czasem przyniosły one zysk, często stratę. Po drugie, nie rolowałem serii kontraktów. Trzykrotnie zamknięcie pozycji nastąpiło przy zmianie serii – za każdym razem była to stratna pozycja. Jak już wspomniałem, kilka sygnałów zostało pominiętych ze względu na zasady zarządzania kapitałem.

Przyczyną mogło też być moje „grzebanie” przy systemie (około sierpnia zmodyfikowałem nieco reguły) lub  tzw. przeoptymalizowanie systemu, czyli zbytnie dopasowanie sygnałów do danych historycznych. To jednak szerszy temat i warto poświęcić mu osobny wpis.

Oczywiście nie postawiłem na tę zabawę całego swojego kapitału. Traktuję to jako pewnego rodzaju eksperyment. Aktualnie jestem rozczarowany jego wynikami.  Zdaję sobie sprawę, że każdy system ma swoje lepsze i gorsze momenty i często przeczekanie chwilowego kryzysu systemu owocuje w przyszłości. Z drugiej strony, każdy system kiedyś dokona swojego żywota – skąd mogę wiedzieć, czy to nie ten moment? Jaki okres stosowania tracącej strategii pozwala stwierdzić, że najwyższy czas ją zmienić? Chyba właśnie stanąłem przed koniecznością odpowiedzenia sobie na te pytania…

Leave a Response