Pożyczki społecznościowe

Jakiś czas temu, surfując w Internecie, trafiłem na reklamę platformy Kokos oferującej możliwość wzajemnego pożyczania pieniędzy pomiędzy użytkownikami. Przeprowadziłem mały google research i dowiedziałem się, że firm takich w Polsce działa kilka, a sam system pożyczek społecznościowych (zwany też social lending lub P2P lending) znany jest na świecie od dość dawna. Pierwszym na świecie serwisem tego typu była brytyjska Zopa założona w 2005, natomiast w Polsce szlak przetarł Kokos. Poniżej postaram się opisać założenia systemu głównie z punktu widzenia możliwości zainwestowania.[ad#prostokat]

Jak to działa? Ideą portali social lending jest łączenie ze sobą dwóch rodzajów użytkowników: pożyczkodawców (zwanych też inwestorami, czyli osób posiadających nadwyżki pieniędzy i chcących zainwestować) z pożyczkobiorcami (czyli – jak nazwa wskazuje – osobami chcącymi zaciągnąć pożyczkę). Korzyścią inwestora jest stopa zwrotu zazwyczaj przewyższająca tę oferowaną przez banki dla lokat, jednak wiążąca się z wyższym ryzykiem. Korzyścią pożyczkobiorcy natomiast jest ułatwiona procedura i łatwość otrzymania pożyczki (klientami są często osoby, których zarobki nie pozwalają na uzyskanie kredytu w banku) oraz oprocentowanie niższe niż w przypadku kredytu bankowego (to raczej tylko teoretycznie, ponieważ w praktyce – ze względu na dużą konkurencję pomiędzy pożyczkobiorcami – oprocentowanie zbliżone jest do maksymalnego dozwolonego przez prawo).

Ile można zarobić? To zależy od oprocentowania pożyczki oraz jej okresu. Obecnie możemy zarobić nawet 21% w skali roku (4-krotność stopy lombardowej NBP, czyli maksymalne oprocentowanie dopuszczalne prawem) – tak, całość oprocentowania pożyczki należy do inwestora. Pożyczki jednak spłacane są w ratach, co oznacza, że możemy reinwestować spłaconą część środków, zatem faktyczna RRSO jest również wyższa. Pamiętać musimy jednak o ryzyku. Utrudniona weryfikacja dochodów pożyczkobiorcy, uproszczona procedura oraz system oparty na wzajemnym zaufaniu powodują, że oprocentowanie nie bez powodu jest znacznie wyższe niż na lokacie – inwestor otrzymuje premię za ryzyko. Jednak platformy pożyczek społecznościowych rozwinęły systemy rekomendacji oraz ratingów przyznawanych użytkownikom  na podstawie spłacalności otrzymanych wcześniej pożyczek. Z ich wykorzystaniem, przy odpowiednim doborze parametrów aukcji mamy możliwość zredukowania tego ryzyka. Mamy również możliwość dywersyfikacji naszych pożyczonych środków, czyli inwestowania niewielkich kwot w kilka pożyczek zamiast całego kapitału w jedną.

Co z tego ma portal? Jak wspomniałem, całość odsetek od udzielonej pożyczki wypłacana jest inwestorowi. Portale social lending zarabiają jednak pobierając od pożyczkobiorcy niewielką prowizję. Dodatkowym dochodem są kary za opóźnienia w spłacie pożyczki oraz wysłane monity dla spóźnialskich. Czasem portal zarabia również na współpracy z firmą windykacyjną.

Osobiście uważam, że pożyczki społecznościowe są ciekawym, aczkolwiek ryzykownym sposobem lokowania kapitału, jednak stosunkowo wysoka stopa zwrotu zachęca do tego rodzaju inwestycji. Sam posiadam konto na portalu Kokos i mam tam ulokowaną niewielką część kapitału.

[ad#banner]

Z powodu braku obecnie wolnych środków nie inwestuję jeszcze na giełdzie, zatem na razie nie spodziewajcie się opisów moich giełdowych wyczynów 🙂 Następny wpis poświęcony będzie prawdopodobnie moim inwestycjom w pożyczki społecznościowe. Myślę, że napiszę też wkrótce post na temat systemu skutecznego inwestowania w portalach social lending.

4 Responses to “Pożyczki społecznościowe”

  1. […] w pożyczki społecznościowe (ponieważ przynoszą dobrą stopę zwrotu, jednak ryzyko jest nieco […]

  2. Markus says:

    Inwestuję na portalach społecznościowych od ponad roku i muszę powiedzieć że w moim odczuciu nie warto, o ile nie ma się już uzbieranego kapitału. Inwestycję te są dosyć ryzykowne. Na 15 udzielonych pożyczek 3 były niespłacane i są w trakcie windykacji co oznacza że już się jest na 100% w plecy gdyż nawet gdyby udało się odzyskać wszystko w całości prowizja firmy windykacyjnej zjada cały zysk. Dodatkowo koszty ponoszone przy rejestracji są dosyć wysokie obecnie. Podsumowując rok inwestowania na kokosie i wychodzi mi na 0.
    Wadą jest jeszcze to że pieniądze przychodzą dosyć rozproszone i potrafią się zagubić jeżeli nie ma się wypracowanego dobrego systemu.

    • Michał says:

      Dzięki za komentarz.
      Widzę, że masz większe doświadczenie w temacie social lending niż ja. Ja do tej pory udzieliłem tylko 6 pożyczek, z czego dwóch obawiam się że też już nie odzyskam. Myślę, że to częściowo mój błąd – kwestia niewłaściwego doboru pożyczkobiorców. Zgadzam się z Tobą, że sens inwestowania w pożyczki społecznościowe jest coraz mniejszy. Statystyki spłacalności na kokosie maleją z dnia na dzień – być może częściowo wpływ na to ma obecny kryzys.
      Dzięki za dodanie bloga do obserwowanych, już się odwzajemniam.

  3. Markus says:

    Dzieki za umieszczenie linka.

    Niedlugo zamieszcze posta o moich przezyciach i odczuciach z social lending. Powiem tyle, ze system jest lekko wypaczony narazie. Pozyczki te mialy byc tansze niz w bankach dla pozyczajacych, ale jezeli jestes nowa osoba to nikt ci nie pozyczy pieniedzy nawet za 12% w skali roku bo sie boi. Wiec musisz dawac prawie max. A jezeli doliczysz wszystkie te oplaty za rejestracje i weryfikacje to sie to prawie nie oplaca.

Leave a Response