Oszczędności budżetowe a zwiększanie podatków

Ostatnio polskie media obiegł news, że rząd zaczyna wdrażać oszczędności budżetowe. Sprawa jest na czasie, ponieważ deficyt budżetowy sięga już 8% PKB. Dla mnie – przyzwyczajonego do dotychczasowych działań rządu w celu zmniejszenia tego deficytu, czyli głównie okradania obywateli zwiększania podatków – była to dość sensacyjna wiadomość. Oto jaśnie nam panujący w końcu zabrali się do roboty, i wzorem Greków oraz Węgrów (ci ostatni to może nie do końca najlepszy przykład) postanowili załatać dziurawe wiadro. Po przeczytaniu linkowanego artykułu okazało się, że moje zdziwienie było niepotrzebne

W tytule jak byk stoi zwrot oszczędności budżetowe. Po otwarciu załączonej grafiki widzimy wśród rzekomych „oszczędności” takie kwiatki, jak: podniesienie stawek VAT o 1 pp., ograniczenie możliwości odliczenia VAT, zniesienie ulgi na biokomponenty w akcyzie, podwyższenie akcyzy na papierosy, ograniczenie składek do OFE, czy wpłatę z zysku NBP. Co to ma wspólnego z oszczędzaniem (które oznacza, jak wiadomo, zmniejszanie wydatków) – nie wiem. Wiem za to, że te pieniądze zostaną najpierw odebrane obywatelom pod groźbą odsiadki (może z wyjątkiem zysku NBP – z którym, jako swoim folwarkiem, państwo może robić co chce). Jednak pozostałe pozycje to zamach na majątek obywateli i mydlenie ludziom oczu poprzez nazwanie podnoszenia podatków „rządowym planem oszczędności budżetowych” niewiele zmieni. Jest to po prostu kolejna nieudolna próba zasypywania dziury budżetowej za pomocą – podkreślmy to – zwiększania podatków, a nie oszczędności, która nota bene w długim terminie nic nie da.

Należałoby zapytać w tym miejscu, kiedy zostaną wprowadzone jednakowe zasady przechodzenia na emeryturę dla wszystkich, bez przywilejów dla wybranych grup zawodowych (mundurowi, górnicy), na które zrzucają się pozostali? Pewnie nieprędko, bo buntu uzbrojonych służb żaden rząd by sobie nie życzył, a górnik to też silny chłop i w razie czego cegłą daleko rzucić potrafi 🙂 Można przy okazji zapytać, czy Polskę – w końcu niezbyt bogaty kraj – stać na udział w dwóch wojnach jednocześnie, na których nic nie zyskujemy (abstrahując od aspektów moralnych tych wojen)? Czy stać nas na sponsorowanie uczestnictwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej (tzw. rabat brytyjski stanowi około 8% rocznej składki Polski na rzecz UE)? Czy na pewno powinniśmy utrzymywać dwie izby parlamentu, z których jedna z nudów wymyśla bzdurne przepisy, a druga jest zupełnie niepotrzebna? Oraz, czy budżet państwa powinien sponsorować organizacje religijne (w końcu wiara to indywidualna sprawa każdego człowieka)?

Na te pytania pewnie nie uzyskamy odpowiedzi przed wyborami, ponieważ żadna z partii nie będzie chciała za bardzo narazić się wyborcom, otwarcie deklarując swoje stanowisko w niektórych kwestiach. Pamiętajmy jednak, że część z tych pytań zawiera postulaty wyborcze partii obecnie rządzącej z 2007 roku. Było ich o wiele więcej, ile z nich zostało spełnionych? Pomyślmy o tym, idąc jesienią do urn 🙂

One Response to “Oszczędności budżetowe a zwiększanie podatków”

  1. Michalina says:

    Dla mnie jest to głupota. Z ostatnich doniesień wynika ze w 2013 roku również mają być “”oszczędności”” a podatki w górę..

Leave a Response