Kiedy warto wziąć kredyt

Jakiś czas temu opisywałem na blogu swoje negatywne nastawienie do wszelkiego rodzaju kredytów. Podobne nastawienie ma prawdopodobnie większość polskiej blogosfery finansowej – a to że pułapka, że kupując na kredyt zapłacimy kilkadziesiąt procent więcej, że lepiej odłożyć pieniądze na lokacie i kupić coś później niż brać kredyt… W większości zgadzam się z tymi stwierdzeniami, jeżeli dotyczą kredytów konsumpcyjnych. Jest jednak kilka rodzajów kredytu, których zaciągnięcie pod pewnymi warunkami jestem w stanie usprawiedliwić (co nie znaczy, że namawiam do ich zaciągania!). 

Pierwszym jest kredyt nieoprocentowany. Jego atrakcyjność chyba każdy rozumie – możemy zaciągnąć kredyt, a gotówkę wrzucić na lokatę aby pracowała. W praktyce mało kto ma okazję, żeby otrzymać nieoprocentowaną gotówkę. Ostatnio pojawiły się w sklepach tzw. „raty 0%”, mające być zachętą do zakupów. Takie raty też popieram – pod warunkiem, że nie mają ukrytych kosztów (RRSO=0%), oraz nie są podstawą decyzji o zakupie (sytuacja, gdy i tak chcieliśmy kupić dany przedmiot za gotówkę) – wtedy spłacamy sobie spokojnie nieoprocentowane raty, a nasza gotówka, którą przeznaczylibyśmy na zakupy, procentuje np. na koncie oszczędnościowym. Takim nieoprocentowanym kredytem jest też w pewnym sensie karta kredytowa, o ile potrafimy z niej właściwie korzystać.

Kolejny rodzaj to kredyt inwestycyjny, czyli przeznaczony np. na rozwój biznesu (nie mylić z dźwignią finansową na futures lub foreksie 😉 ). Jeżeli mamy świetny pomysł na biznes, jednak brakuje nam środków własnych, możemy wspomóc się kapitałem obcym. Oczywiście najlepiej, gdyby był on jak najniżej oprocentowany. Taki kredyt ma sens wyłącznie gdy przewidywany zwrot z inwestycji jest być większy niż oprocentowanie kredytu. Wadą tego rozwiązania jest konieczność spłaty kredytu nawet, gdy pomysł nie wypali – trzeba więc być ostrożnym.

Chciałbym jeszcze wspomnieć o pewnym rodzaju kredytu, będącym niejako połączeniem dwóch powyższych – jest to kredyt studencki. Co prawda jest on oprocentowany, jednak w rzeczywistości państwo pokrywa część odsetek, dzięki czemu to oprocentowane jest śmiesznie niskie. Jest on też kredytem inwestycyjnym, jeżeli założymy, że studia to inwestycja w siebie i własny rozwój, a nie beztroskie przedłużenie dzieciństwa o 5 lat. Stopa zwrotu z takiej inwestycji będzie dodatnia, jeżeli po studiach będziemy pracować w wyuczonym zawodzie, a nie jako kasjer w supermarkecie, a nasze zarobki pozwolą na spokojną spłatę rat…

Więcej o kredycie studenckim będziecie mogli przeczytać w kolejnym poście.

Leave a Response