Jak oszczędzić czas spędzany przed komputerem?

Dziś pierwszy wpis z cyklu personal development. Będę tu zamieszczać posty na tematy związane z rozwojem osobistym: nauka, produktywność, zarządzanie czasem oraz samym sobą. Dziś trochę o zarządzaniu czasem, a raczej o tym jak możemy go lepiej wykorzystać.

Jak mówi powiedzenie, czas to pieniądz. W zdaniu tym jest wiele prawdy, gdyż każdy z nas ma ograniczoną liczbę godzin do dyspozycji. Czas jest więc zasobem ograniczonym, czyli rzadkim, a zgodnie z teorią ekonomii zasób rzadki to taki, na który popyt przy cenie równej zero jest większy od podaży, a gdy popyt przewyższa podaż – cena rośnie 🙂 Mając czas wolny możemy go komuś sprzedać (praca) lub spożytkować go w inny sposób, np. na naukę (inwestycja w siebie), rozwijanie swojego biznesu, lub po prostu rozrywkę.[ad#prostokat]

Zauważyłem ostatnio, że spędzam coraz więcej czasu przed komputerem. Nie, nie gram (na szczęście wyrosłem z tego w liceum), ale dużo czasu marnuję w sieci. Chciałbym opisać dziś dwa programy, za pomocą których możemy zaoszczędzić czas spędzony przed komputerem, wykorzystując go na coś innego.

Często przeglądając zawartość jakiejś strony, znajduję na niej ciekawe linki. W przeglądarce mam więc otwarte kilka kart, wiele z nich nie zostaje przeze mnie doczytanych do końca ze względu na brak czasu, a przy następnym otwarciu przeglądarki kuszą aby do nich zajrzeć. Z pomocą przyszedł mi program zwany czytnikiem RSS. Dzięki niemu oszczędzam czas, gdyż nie muszę odpalać przeglądarki za każdym razem gdy chcę sprawdzić, czy na subskrybowanych przeze mnie blogach pojawiły się nowe posty – program robi to za mnie w tle, i gdy pojawi się nowy wpis, jestem o tym informowany.  Jest to o wiele wygodniejsze niż wchodzenie na kilkadziesiąt stron tylko po to, żeby się dowiedzieć, że ich zawartość od ostatniej wizyty nie uległa zmianie. Osobiście korzystam z darmowego programu Liferea dostępnego w repozytorium Ubuntu, jednak jest też wiele innych programów tego typu na systemy Linux oraz Windows – wystarczy tylko zapytać wujka Googla o czytnik RSS. Można też korzystać z dodatku do Firefoxa, który jednak nie przypadł mi do gustu.

Dobrze, ale co zrobić, gdy ktoś subskrybuje kilkanaście/dziesiąt blogów (jak ja), był offline przez kilka dni i nazbierało mu się trochę treści w czytniku? Przeczytanie takiej ilości postów to zajęcie na cały dzień. Tu z pomocą przychodzi nam drugi program, który chciałbym tu opisać – Dictator. Znalazłem go poprzez blog Rafała. Jak to działa? Do programu wklejamy tekst, który chcemy przeczytać (możemy ze schowka, ale Dictator potrafi także otwierać pliki *.pdf, *.doc, *.rtf i inne) i naciskamy spację, a wklejony tekst zostaje nam wyświetlony na ekranie, słowo po słowie, z zadaną prędkością. Możemy regulować prędkość wyświetlania, dzięki temu można czytać ponad dwa razy szybciej niż standardowy ciągły tekst, nadal go rozumiejąc! A zatem oszczędzamy co najmniej połowę czasu przeznaczonego na czytanie. Program przydaje się też podczas sesji, gdy mamy do nauki mnóstwo materiału do przeczytania, lub też do zwykłego czytania ebooków.  Dictator jest mało znanym programem, a szkoda. Większość moich znajomych, którym go pokazałem, mówi o nim “rewolucyjny”. Myślę, że program wart jest popularyzacji. Można go pobrać z tej strony. Jest to w pełni darmowy program open source. Dostępna jest wersja zarówno na Windowsa, jak i na Linuksa, jednak w przypadku tego drugiego, aby uruchomić Dictatora, musimy mieć zainstalowanego Pythona.

Mam nadzieję, że mój wpis okazał się przydatny i ktoś doceni wygodę płynącą z korzystania z opisywanych przeze mnie programów. Jeśli znacie jakieś podobne programy, zapraszam do podzielenia się informacją w komentarzu.

[ad#banner] Co zaszło w moim portfelu? Zgodnie z zapowiedzią, założyłem Lokatę Na Start w Open Finance. Pozbyłem się też akcji Bogdanki po cenie 60 zł (bilans transakcji: +69 zł (+23,9%). Chwilowo nie przeprowadzam żadnych transakcji, czekam na dalszy rozwój wydarzeń na rynkach.

Leave a Response