Press "Enter" to skip to content

Jak działał oscylator finansowy? Recenzja książki “Ścigani” Piotra Pytlakowskiego

Od dawna fascynują mnie historie afer i przekrętów finansowych. Toteż gdy tylko nadarzyła się okazja zakupu książki-wywiadu Piotra Pytlakowskiego z byłymi szefami Art-B – Andrzejem Gąsiorowskim i Bogusławem Bagsikiem, nie wahałem się ani chwili.

Jakie słowa przychodzą Ci na myśl, gdy słyszysz oscylator finansowy? Przekręt, “afera Art-B”, Gąsiorowski, Bagsik, Izrael. O co tak naprawdę chodziło w tej całej “aferze” i oscylatorze? Zabierając się za lekturę miałem już wyrobione pewne zdanie na ten temat, jednak liczyłem, że zweryfikuję je z opinią samych bohaterów afery. Chciałem poznać całą historię z ich punktu widzenia.

Nie zawiodłem się. Można się czepiać, że książka jest stronnicza i przedstawia sprawę z jednej tylko strony, ale w to w końcu wywiad. Trochę zresztą chaotyczny i skupiony głównie na Gąsiorowskim. O samym oscylatorze nie napisano wiele, za to sporo jest o biznesie i polityce III RP. Na początku poznajemy początki biznesu, tło i historię całego oscylatora, kulisy polityczne afery, następnie biografie bohaterów, po czym następuje opowieść o ucieczce przed polskim wymiarem sprawiedliwości i życiu w Izraelu.

Obaj panowie znali się ze środowisk protestanckich i muzycznych. Andrzej Gąsiorowski był z zawodu lekarzem. Zarabiał 30 USD miesięcznie, ale w pewnym momencie zapragnął lepszego życia i zaczął handlować kawą. Nie miał jednak pojęcia o biznesie – nie potrafił nawet wystawić faktury – poprosił więc o pomoc znajomego z zespołu muzycznego, Bogusława Bagsika. Ten zaproponował mu udziały w swojej firmie. Art-B zajmowała się głównie importem – od żyletek przemysłowych po telewizory Goldstar (dzisiejsze LG) – pamiętajmy, że na początku lat ’90 w Polsce brakowało w zasadzie wszystkiego, a po otwarciu granic i liberalizacji handlu rynek był niesamowicie chłonny.

O co więc chodzi z tym oscylatorem? Przyznam się, że tytuł posta to trochę clickbait, bo z książki nie dowiedziałem się o sprawie wiele ponad to, co znałem do tej pory. Tytułowy oscylator polegał na lokowaniu pieniędzy w banku, a następnie pobieraniu tzw. czeku gwarantowanego, który realizowany był w innym banku. Było to w czasach przed systemem ELIXIR, gdy rozliczenia międzybankowe nie odbywały się online, i trwały często tygodniami (czeki były fizycznie przewożone między bankami “dyliżansem”). Jednocześnie panowała hiperinflacja, więc oprocentowanie lokat było rzędu 30-40% miesięcznie (!). Firma Art-B miała więc lokatę w jednym banku, pod zastaw której pobierała czek, po czym na jego podstawie wypłacała gotówkę z innego banku. Mogła tymi pieniędzmi obracać finansując swoją bieżącą działalność, lub też ulokować je na kolejnej lokacie – zarabiając jednocześnie odsetki z poprzedniego depozytu…

Tajemnica polegała na tym, że w okresie tzw. dni pocztowych, czyli wtedy, kiedy pieniądze były w drodze między jednym bankiem a drugim, NBP udzielał bezzwrotnego, nieoprocentowanego kredytu “technicznego” bankowi, który miał odebrać czek, Ten kranik z pieniędzmi bankowcy wypatrzyli znacznie wcześniej, niż Art-B zastosowało oscylator. Kiedy przychodziły kłopoty finansowe, np. koniec roku, i Ministerstwo Finansów via NBP domagało się od państwowych banków pieniędzy, te przesyłały sobie nawzajem środki. Efekt był taki, że zarabiały na odsetkach, a ministerialnym urzędnikom pokazywały pustą kasę (…)

Dobrze, spytacie, ale gdzie tu afera? Co w tym nielegalnego? Otóż nic – Gąsiorowski i Bagsik najzwyczajniej w świecie znaleźli lukę w systemie i postanowili ją wykorzystać. O ówczesnej legalności ich działań świadczy fakt, że z tytułu oscylatora zarobili około 15,8 miliona złotych, płacąc od tego 7 mln podatku (działalność przestępcza nie może być opodatkowana). Nie zostali też prawomocnie skazani za oscylator – po 23 latach śledztwo w sprawie oscylatora zostało umorzone (Bagsik został skazany na 3,5 roku za rzekomą łapówkę w wysokości kilku tysięcy złotych). Zarzucano im oszustwo na szkodę polskiego systemu bankowego – po latach prokurator stwierdził, że system bankowy nie jest podmiotem w polskim prawie, a żaden bank nie zgłosił formalnych roszczeń z tytułu strat poniesionych wskutek działalności Art-B.

Czego nowego o tzw. aferze Art-B dowiedziałem się z książki? Według Andrzeja Gąsiorowskiego oscylator nie był główną działalnością Art-B, a zaledwie sposobem na uzyskanie przez firmę płynności w czasach, gdy na realizację czeku trzeba było czekać miesiąc. Według danych Ministerstwa Finansów z oscylatora korzystało w tamtym czasie około 15 tyś podmiotów, odprowadzając od tego podatek dochodowy. Panowie po prostu robili to na dużo większą skalę niż inni. Obaj wspólnie twierdzą, że list gończy za nimi był sprawą polityczną – ich imperium rozrosło się do takich rozmiarów, że mogło zagrozić ówczesnej władzy, dzięki licznym kontaktom i pieniądzom wpływając na wyniki wyborów. Jak było naprawdę – pozostawię to ocenie czytelnika.

Czy warto przeczytać “Ściganych”? Na pewno – nie tylko dla wątków finansowych, zwłaszcza że jest ich tam niewiele. Warto chociażby po to, aby dowiedzieć się jak robiło się interesy w złotych dla polskiego biznesu latach ’90. Wart uwagi jest też wątek polityczny, motyw zakupu ciągników upadającego wówczas Ursusa, czy historia “ucieczki” do Izraela. Ciekawy był też początkowy mechanizm finansowania działalności spółki pod gwarancje funduszu stabilizacyjnego w dolarach, utworzonego jako gwarancja pożyczek dla polskich firm – ale nie chcę spoilerować… Książkę polecam każdemu zainteresowanemu najnowszą historią polityczną i gospodarczą Polski.

Be First to Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.