Press "Enter" to skip to content

Dostosowanie strategii na czas bessy

Nie zdążyłem opisać jeszcze swojej strategii dla rynku akcji na czas hossy, gdyż ta ewoluowała dość długo. Dwie rzeczy nie ulegają jednak wątpliwości. Pierwsza to fakt, że im dłużej trwa hossa, tym bardziej prawdopodobne jest nadejście bessy. Oraz druga – strategia na rynek niedźwiedzia musi się różnić od tej na rynek byka. 

To brzmi jak truizm, ale inwestowanie w akcje w czasie wzrostów jest łatwiejsze. Gdy większość spółek rośnie, cokolwiek byśmy kupili, prawdopodobnie zarobimy. Stąd wzięło swój początek określenie dzieci hossy na osoby, którym wydaje się, że rynki zawsze rosną, a oni mają ponadprzeciętne umiejętności inwestycyjne, bo nie doświadczyli spadków. Pierwsza bessa często zniechęca takie osoby od dalszego inwestowania – zaczynają oni zrzucać winę na banki, rząd, rynek, spekulantów lub inne przyczyny zewnętrzne – pomijając zupełnie swój brak doświadczenia. Dlatego należy nastawić się psychicznie na to, że hossa nie jest wieczna, a zyski nie są zależne od nas – możemy kontrolować tylko poziom strat.

Co prawda po zeszłorocznych spadkach od grudnia światowe rynki cieszą nas wzrostami, ale z gospodarki napływa coraz więcej sygnałów wskazujących nadchodzące spowolnienie. Wzrost polskiego PKB pozostaje nadal wysoki (zwłaszcza w porównaniu do krajów tzw. starej Unii), ale nieznacznie spowalnia od trzech kwartałów. Indeks wyprzedzający gospodarkę PMI jest już poniżej 50, a nasz największy partner handlowy pokazał ostatnio fatalne dane z przemysłu. Nawet nie bawiąc się w prognozowanie, nadejście bessy należy przynajmniej wziąć pod uwagę.

Poland Manufacturing PMI

Wracając do tematu strategii. Uważam, że najlepszą strategią na bessę jest posiadanie gotówki. Niekoniecznie dostępnej od ręki – mogą być w miarę płynne, bezpieczne aktywa, które szybko można zamienić na akcje, gdy nadejdzie hossa, lub systematycznie zwiększać zaangażowanie na giełdzie (krótkoterminowe lokaty i konta oszczędnościowe wydają się być do tego idealne). Dlatego od ponad roku redukuję udział akcji w portfelu (z ponad 60% rok temu, obecnie zrobiło się 18%). Zresztą, nie ukrywajmy – od jakiegoś czasu coraz mniej jest spółek wartych zakupu. Od około roku polski rynek akcji nie rozpieszcza inwestorów, a ja co prawda nie zyskuję, ale dzięki redukcji części akcyjnej przynajmniej nie tracę. Teraz przejdźmy do tej trudniejszej części, czyli…

No dobra, pozbyłem się akcji i już mam tę gotówkę – co z nią zrobić? Możemy trzymać do momentu, aż zacznie się hossa. Odradzam jednak takie próby złapania dołka, gdyż mało komu się to udaje. Nie polecam też gry na spadki. Zamiast tego mamy kilka możliwości. Możemy dokupować systematycznie jednostki funduszu indeksowego – kupowanie za stałą kwotę, w regularnych odstępach czasu, wydaje się być dobrą strategią na bessę, bo im niżej jest indeks, tym więcej kupimy. Możemy też skupować spółki dywidendowe, w wieloletnich trendach wzrostowych, korzystając z okazji że są tanie.

Możemy też podzielić portfel na kilka części – akcyjną, obligacyjną oraz gotówkową, oraz dostosowywać ich proporcje w zależności od sytuacji rynkowej. I to jest strategia, którą zamierzam się kierować przez najbliższe kilka lat. Nie ukrywam, że zainspirował mnie do niej częściowo Benjamin Graham. Myślałem nad nią przez ostatni rok lub dłużej, ale ostatecznego kształtu nabrała podczas lektury Inteligentnego inwestora.

Mój portfel będzie się składał z trzech części:

  • akcyjnej — od 25 do 75% wartości całego portfela. Selekcji spółek dokonałem pod kątem regularności wypłacania dywidendy, jej wysokości i długoterminowego trendu wzrostowego. W kolejnych wpisach spróbuję opisać poszczególne spółki oraz czynniki, które zdecydowały o wyborze akurat ich.
  • obligacyjnej — analogicznie od 25% do 75% wartości portfela, zależnie od koniunktury. Obecnie część obligacyjna stanowi około 45% kapitału. Nie ma tam obligacji Skarbu Państwa, których rentowność pozostawia dużo do życzenia, ale nie wykluczam że znajdą się tam w przyszłości. Są za to obligacje korporacyjne z rynku Catalyst – bardziej ryzykowne, zwłaszcza te kupowane za 70-90% wartości nominalnej, jednak liczę tu na lepszą stopę zwrotu niż na lokacie.
  • gotówkowej — rezerwa czekająca na okazje inwestycyjne. Wolne środki w PLN to obecnie około 15% na rachunku oszczędnościowym, ale dopuszczam wykorzystanie lokat krótkoterminowych.

Aktualnie mój portfel przedstawia się następująco: 30% akcje, 44% obligacje, 13% depozyty. Poza wymienionymi, posiadam jeszcze około 11% portfela w walutach oraz jakieś drobne na rachunku Forex (ten eksperyment postaram się kiedyś opisać). Większości inwestycji dokonuję jednak na rachunkach emerytalnych IKE oraz IKZE, więc odsetki, dywidendy oraz ewentualne zyski ze sprzedaży będą zwolnione z podatku, dzięki czemu całość będę mógł reinwestować.

Be First to Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.